Cytat tygodnia

“Wszechświat to energia, która odpowiada na nasze oczekiwania.”

- James Redfield


Zapisz się do newslettera

Imię:
Email:

Kartki



Wyślij kartkę

Dowiedz się wszystkiego o Sobie

Podaj nam swoją datę urodzenia, swoje imię oraz płeć a powiemy Ci co Cię czeka w najbliższym roku, kto jest dla Ciebie idealnym partnerem
Data urodzenia
Nasz ekspert

Astrologiczna prognoza na wrzesień

Autor Piotr Gibaszewski, 03.09.2010

Trzydzieści lat minęło…

Polacy, co zaobserwowało już wielu pisarzy i analityków, mają zadziwiającą skłonność do celebrowania porażek, nieszczęść, katastrof, nieudanych powstań, bitew, wojennych klęsk i prześladowań. Z masochistyczną lubością taplamy się w narodowych traumach i niepowodzeniach. Gdy zaś sprawa dotyczy jakiegoś sukcesu, natychmiast pojawia się armia narodowych płaczek i dyżurnych marud, którzy w tym sukcesie widzą jedynie spiski, oskarżając i natychmiast dzieląc na różne obozy: tych, którzy wygrali i tych, których oskarżają o zdradę i o wszystko, co najgorsze. Nie powinno zatem dziwić, że przy okazji trzydziestej rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych dochodzi do gorszących kłótni i sporów. Jedno z największych sukcesów w dziejach Polski, jakim było bezkrwawe pokonanie komunizmu, czym był ogólnopolski zryw Solidarności, oraz porozumienia Okrągłego Stołu. Jedno z niewielu epizodów w dziejach Polski, które nie zakończyło się morzem przelanej krwi, kolejnymi martyrologicznymi rozważaniami i żałobno-cmentarną celebrą, stało się pretekstem do politycznych wojen i rozliczeń. Dlaczego Polacy nie chcą być dumni z tego, z czego są znani na cały świat? Dlaczego wolimy rozdrapywać rany, szukać agentów, oskarżać się za to, kto co uczynił i czego nie zrobił? Klucz leży w opisywanym już przeze mnie w felietonie majowym syndromie ofiary, który jest częścią karmy Polski i Polaków. Ale jak każda karma – także i nasza – kiedyś się wyczerpuje i transformuje. W przypadku Polski było to pojawienie się na piotrowym tronie polskiego papieża, a potem fenomen Solidarności, oraz bezkrwawa rewolucja związana z Okrągłym Stołem i wyborami 1989 roku, gdzie opozycja solidarnościowa – na początku tylko częściowo – ale potem już bardziej konsekwentnie przejęła władzę. Potem zaś z transformacją ustrojową, budowaniem demokracji i wolnego rynku. Tyle, że pielęgnowany przez blisko 200 lat syndrom klęski i straty nie mija tak prosto i automatycznie. Te nasze cmentarno, pomnikowo, historyczno-histeryczne rozliczenia, oskarżenia o agenturę, zdrady, pretensje i niezbyt mocno skrywana nienawiść to właśnie dorobek długo obecnego w Polakach syndromu ofiary. Ofiara nie umie (i nie chce) się cieszyć sukcesami. Domaga się radykalnych, skrajnych rozwiązań, surowego prawa, bezwzględnych rozliczeń. Postrzega świat w manichejskiej czarno-białej perspektywie. Nie rozpoznaje niuansów, nie ma dystansu do siebie i otoczenia. Analizy, których dokonuje Ofiara, są chwilami bardzo trafne, wydają się spójne i logiczne. Ale, jak wiemy, nawet schizofrenicy potrafią racjonalizować swoje urojenia, uzasadniając obecność złych sił, podsłuchów, UFO, trucizn itd. Syndrom ofiary jest czymś powszechnym. Zdarza się wszędzie, w każdym kraju są ludzie, którzy pielęgnują tego typu postawy. Jednak syndrom ofiary w sensie szerszym, społecznym, to już coś innego. Współcześnie na syndrom ofiary cierpią przede wszystkim Polacy i Żydzi. Ich chorobliwe domaganie się specjalnych praw, ochrony, rozliczeń i oskarżeń – paradoksalnie także między samymi ofiarami, jeśli uwzględnimy nasze wspólne powikłane dzieje. Polacy jednak mają to zakodowane genetycznie, w kulturze, religijności, obyczajowości, poglądach politycznych i narodowych, przekonaniach związanych z historią i jej ocenami. Destrukcyjny wpływ syndromu ofiary dobrze znamy z dziejów współczesnego świata. Niemcy po traktacie wersalskim tak długo pielęgnowali swoje rany, straty i pretensje, że wyhodowali fuerera, który ich poprowadził ku jeszcze większej zagładzie, nie tylko swojej, ale przede wszystkim innych narodów, w tym Żydów i Polaków. Syndrom ofiary jest bowiem niezwykle destrukcyjny i toksyczny. Do czego prowadzi – wystarczy prześledzić dzieje ostatniego dwudziestolecia, w którym ofiary co rusz ujawniają swoje chore emocje. Syndrom ofiary lubi ukazywać się często pod postacią populizmu, radykalnych nurtów politycznych lub religijnych. Naoglądaliśmy się tego wiele w ostatnich kilku latach. Jednak jak wszystko – także karma – ma swój kres. Pewne procesy są z góry narzucone i zdeterminowane – właśnie astrologicznie. Pod wpływem radykalizmu Wielkiego Półkrzyża z okresu kwiecień-wrzesień, który zaczął potężny proces transformacji, polskie ofiary doświadczają ostatniego aktu terapii, bo do tego tak naprawdę sprowadza się dramaturgia roku 2010, wraz ze smoleńską katastrofą, skrajnie trudnymi wyborami prezydenckimi, kilkoma falami powodzi i kto wie, czym jeszcze. To nie banialuki o roku 2012, ale właśnie rok 2010 jest jednym z najważniejszych i najmocniejszych astrologicznie procesów w skali całych dziesięcioleci. I to właśnie w roku 2010 odgrywają się najmocniejsze akordy polskiej współczesnej historii. Ten syndrom doskonale widać w horoskopie zaprzysiężenia Bronisława Komorowskiego na prezydenta z 06 sierpnia. Dokonało się ono w trakcie apogeum Półkrzyża, czyli niesie w sobie niezwykle ciężkie i trudne konfiguracje, którymi ten horoskop jest mocno wypełniony. Saturn z Marsem na ascendencie, Uran na descendencie, oraz Pluton na Imum Coeli. Nie ma zatem wątpliwości, że dla Jarosława Kaczyńskiego prezydent będzie wyłącznie „panem Komorowskim”, że nie będą ustawać na niego ataki i pomówienia – przez całą kadencję. Próby dyskredytacji, zmasowana krytyka, rzucanie słoikami z rewolucją moralną – to niestety coś, co może stać się symbolem tej prezydentury.


 

 

 

Twój horoskop

Baran
20.03-19.04
Byk
19.04-20.05
Bliźnięta
20.05-21.06
Rak
21.06-22.07
Lew
22.07-23.08
Panna
23.08-22.09
Waga
22.09-23.10
Skorpion
23.10-22.11
Strzelec
22.11-21.12
Koziorożec
21.12-20.01
Wodnik
20.01-18.02
Ryby
18.02-20.03

Ezoter na telefonie

Ezoter poleca artykuł

Kochaj bliźniego jak ????

Kochaj bliźniego jak siebie samego Tak mówi powszechnie znane przykazanie. Oczywiście nie chodzi tu o miłość własną, wpatrywanie się w siebie, jak robił to w starożytności NARCYZ. Chodzi o spojrzenie na siebie z miłością, jak patrzymy na swoje dziecko. Jak możemy rozdawać innym miłość, jeżeli sami jej nie posiadamy. »


Najczęściej czytane

Najnowsze komentarze

Nasz ekspert

Prognoza na wrzesień 2017

Czy pochód "dobrej zmiany" zostanie zatrzymany? O kolejnym etapie rewolucji w Polsce, o międzynarodowych konsekwencjach konfliktu Polski z Unią Europejską, a także o gorącej sytuacji międzynarodowej. Zapraszamy do lektury astrologicznej prognozy na wrzesień naszego astrologa Piotra Gibaszewskiego.
więcej »