- Ruediger Schache
Zapisz się do newslettera
Autor Valion, 02.07.2010
Wieczorem, gdy zaczynało już zmierzchac, mieliśmy bliskie spotkania ze słynnymi Czerwonymi Słoniami Tsavo. Rezerwat Tsavo jest jedynym miejscem na świecie gdzie można zobaczyć różowe słonie. Barwe taką słonie nabierają od jadowicie czerwonej ziemii. Rodzina słoni przechadzała się jakieś 150 metrów od naszego autka. Nie budziliśmy ich ciekawości, ani niepokoju, po prostu byliśmy innym dziwnym zwierzęciem. Gdy zrobiło sie już ciemno pojechaliśmy do naszego lodge'a na nocleg. Wcześnie rano ponownie zostaliśmy zapakowani i wysłani na sawannę. I moim zdaniem ten dzień był najlepszy. Poza pospolitymi bawołami,
słoniami, żyrafami czy gazelami udało nam sie zobaczyć polujące gepardy. Widzieliśmy je w odległoście może dwóch sporych skoków od autka. Gdyby przyszło im do głowy, by nas zaatakować byłoby po nas. Nim kierowca wydostałby strzelbę, nim udało by nam się zamknąc dach naszej puszki, bylibyśmy nieźle pocharatani. Co prawda gepard by się raczej nie przecisnął przez szparę w otwartym dachu, ale na pewno mógłby nas dosięgnąć pazurami. I chyba dlatego ten dzień był inny. Spotkanie z gepardami, świadomość ich bliskości, braku krat klatki i taki nieopisany stan bezpośredniości kontaktu, to nam pozwoliło uświadomić sobie, że jesteśmy w sercu czarnej Afryki, jesteśmy na sawannie, gdzie to my musimy chronić się w "klatce", a zwierzęta są wolne, niezależne i bardzo niebezpieczne.
Kilka dni później udałem się na safari po lesie deszczowym na wzgórzach Shimba. Po poprzednim safari, które obfitowało w zwierzynę i ciekawe ujęcia fotograficzne, to safari wydawało się mało interesujące. Roślinność bujna. Zieleń, aż bijąca po oczach. I od czasu do czasu przemykająca antylopa czy samica tapira z grupką warchlaków. Ale i tu zdarzały się cudowne momenty. Gdy stoimy na niewielkiej polanie, i słyszymy, że coś przedziera się przez las, coś łamie gałęzie i przewraca drzewka. Coś się zbliża. I w pewnym momencie na polanę wydostają sie trzy słonie leśne, tak samo zaskoczone naszą obecnością jak my ich.
Innym przeżyciem był lunch w nadrzewnym lodge'u położonym, a raczej zawieszonym nad wodopojem, do którego nieustannie schodził spragniony zwierz. Jedliśmy pyszne owoce morza, a pod nami widoczny między szczeblami balustrady spacerował smok, wielgachna jaszczura. I wszystko to z odgłosami baraszkujących w wodzie hipopotami w tle. Niestety nie udało nam się zobaczyć nosorożca. Jest ich tak mało, że każdy osobnik ma swojego osobistego opiekuna i strażnika. Za zabicie hipcia odpowiada się w Keni jak za zabicie człowieka.
Wizyta w Mombasie jest przygodą z Historią, jest powrotem na karty ulubionych książek podróżniczych, jest spełnieniem egzotycznych marzeń. Mombasa to w miarę nowoczesne miasto z biurowcami, centrami handlowy i bazarami. Ale jednocześnie jest to miasto pełne przeciwnieństw, każdy kto władał Mombasą w przeszłości pozostawił coś po sobie. Dla nas Mombasa, na zawsze już pozostanie w pamięci serią klatek fotograficznych. Mombasa to średniowieczny bazar wonności, przypraw i egzotycznych owoców. Mombasa to hinduska świątynia ku czci boga, którego imienia nie jestem w stanie nawet wymówić, gdzie chodziliśmy boso i gdzie widzieliśmy znak swastyki w jej pierwotnym, dobroczynnym znaczeniu. Mombasa to przepiękna rozpadająca sie starówka, to portyki domów misternie zdobione na arabską modłę. Mombasa to stary port rybny, w którym i dziś są wyładowywane kutry. Mombasa to położony centralnie na wejściu do portu stary portugalski Fort Jesus, który został wzniesiony by chronić handel żywym towarem raczej niż bronić miasto przed pirackimi napadami. Fort Jesus jest doskonałym przykładem meandrów mombaskiej historii. Portugalski fort zwieńczony blankami wzniesionymi przez sułatanat Zanzibaru, z tablicą nad wejsciem głoszącą Brytyjski Protektorat Wschodnioafrykański proklamowany w lipcu 1895 roku. A nad tym wszystkim powiewająca flaga współczesnej Kenii.
Dla nas Mombasa to słynne słoniowe kły nad jedną z głónych arterii miasta, wzniesione w latach pięćdziesiątych zeszłego wieku, by uczcić wizytę Księżniczki Elżbiety, lecz, których ta nigdy nie zobaczyła, bo w międzyczasie została królową i musiała wracać do swojego królestwa. Mombasa to rejs po porcie na pokładzie autentycznej arabskiej łodzi morskiej dhow. Mombasa to wzgórze, na szczycie którego znajdował się park baobabów. Mombasa wreszcie to park Bamburi z hodowlą krokodyli, ze starym hipciem, czarną mambą w terarium z gigantycznym żółwiem i palmą, której liście rosły splątane jak warkocze.
Nię będę pisał jakiegoś wielkiego zakończenia. Podzielę się z Wami słowami Beryl'a Markham'a:
"Afryka jest mistyczna: dzika,
piekielnie upalna, stanowi raj (...).
Jest tym czego pragniesz,
wymyka się wszelkim
interpretacjom."
...i co tu dużo pisać. Tak właśnie jest.
|
Baran 20.03-19.04 |
Byk 19.04-20.05 |
Bliźnięta 20.05-21.06 |
|
Rak 21.06-22.07 |
Lew 22.07-23.08 |
Panna 23.08-22.09 |
|
Waga 22.09-23.10 |
Skorpion 23.10-22.11 |
Strzelec 22.11-21.12 |
|
Koziorożec 21.12-20.01 |
Wodnik 20.01-18.02 |
Ryby 18.02-20.03 |
Najczęściej czytane |
Najnowsze komentarze |
Nasz ekspertPrognoza na maj 2012Maj wita nas piękną, letnią pogodą. Co nas zatem czeka w tym bardzo ważnym dla Polski i świata miesiacu? O tym pisze nasz astrolog Piotr Gibaszewski w swojej kolejnej miesięcznej prognozie. więcej » |