Cytat tygodnia

“Wszechświat to energia, która odpowiada na nasze oczekiwania.”

- James Redfield


Zapisz się do newslettera

Imię:
Email:

Kartki



Wyślij kartkę

Dowiedz się wszystkiego o Sobie

Podaj nam swoją datę urodzenia, swoje imię oraz płeć a powiemy Ci co Cię czeka w najbliższym roku, kto jest dla Ciebie idealnym partnerem
Data urodzenia
Sylwetki

Głód by lepiej poznać siebie

Autor http://www.alohaswiat.pl/, 27.09.2014

 





                                                 Głód by lepiej poznać siebie


Poznaliśmy się kilka lat temu na szkoleniu Lomi Lomi Nui z naszą hawajską nauczycielką. Coś w nim było. No na tyle ciekawego, że co jakiś czas gdzieś na siebie wpadamy, to tu to tam, różne słuchy o nim chodzą. Pozytywne. Dobre. Optymistyczne. W końcu postanowiłam przysiąść ciut i siłą aloha przyciągnąć go tu. Dla Was ;-).
Człowiek wielu talentów o wielkim sercu. Jest założycielem i dyrektorem Europejskiego Instytutu Sztuk Uzdrawiania (www.healing-institute.com). I na prośbę Nisargi wywiad dostępny także po angielsku :-).
Oto człowiek: Nisarga (Eryk Dobosz)

Tyle różnych dróg musiało się spleść, żebyśmy zawitali w Nieznanicach na kursie Lomi Lomi Nui z Suan Pa’iniu Floyd… Jaka była Twoja wędrówka?
Moja przygoda z masażem zaczęła się w 2002 roku. Poznałem wtedy masażystę lomi. Pamiętam, że wziąłem u niego coś około dziesięciu sesji. To było ogromnie transformujące. Dla mojego ciała i ducha. Dodam tylko, że to był mój pierwszy masaż w ogóle… W tym czasie ćwiczyłem już jogę, ale to było takie suche, mechaniczne. Lomi otworzyło mnie na odczuwanie siebie, swoich emocji, ciała. I wpadłem! Mój masażysta szybko stał się moim pierwszym nauczycielem. Wprowadzał mnie w tajniki kochającego dotyku, pełnego szacunku do drugiej istoty, świadomości i uważności. Niestety, nie mogłem wtedy jeszcze zacząć własnej praktyki…

Co stało na drodze?
No wiesz, skończyłem Politechnikę Warszawską, Wydział Inżynierii Produkcji. Po studiach pracowałem w dużej międzynarodowej korporacji kosmetycznej. Najpierw w Polsce, potem w Anglii. Więc masaż na początku był dla mnie przede wszystkim terapią. Sam bardzo potrzebowałem i otrzymywałem wiele kochającego lomi dotyku. Dopiero po kilku latach, kiedy zdecydowałem się na wyjazd do Indii, porzucenie pracy i rozwiązanie umowy w 2008 roku, wtedy masaż stał się moją życiową pasją. Mogłem cały mój czas i zasoby finansowe poświęcić na naukę. Spotykałem wspaniałych nauczycieli w Indiach, Holandii, Niemczech, Polsce. I tak lata 2008-2011 to czas mojej intensywnej nauki, pracy z sobą, różnego rodzaju terapie i warsztaty rozwoju osobistego doświadczane na sobie by zejść głębiej i głębiej w siebie. Pamiętam taki moment po paru miesiącach pobytu już w Indiach. Akurat medytowałem w Himalajach i pytałem się wyższego ja, jaka jest moja życiowa misja, cel, pasja. Odpowiedź, że to jest praca z ciałem, z ludźmi, z masażem była bardzo klarowna. Od tego czasu ta informacja zawsze pokazywała mi światło w tunelu pomimo różnego rodzaju zwątpień, braku aprobaty ze strony społeczeństwa i znajomych, zawsze podążałem za tym światełkiem i to dawało mi dużo siły przetrwania i podążania za tym co jest rzeczywiście moim  powołaniem.

A co sprowokowało Cię do wyjazdu akurat do Indii?
Hmmm… Wiesz, mój pierwszy nauczyciel lomi chyba mnie tak zainspirował. Pokazywał mi swoje zdjęcia z pobytu tam i poczułem głębokie zainteresowanie tym krajem, poczułem, że to miejsce gdzie naprawdę mogę się rozwijać duchowo i zgłębić siebie. A że od wielu lat miałem w sobie pytanie: co ja tu robię, po co jestem, jaka jest moja droga i co chcę robić w przyszłości to wybrałem właśnie ten kraj. Indie to był skok milowy do samego siebie. Po powrocie do kraju wspomnienie tamtego czasu dawało mi siłę i dużo pozytywnej energii.

Dlaczego zacząłeś szukać masażu?
To był czas kiedy skończyłem studia i dostałem pracę. Początkowo szukałem czegoś co pomoże mi zredukować i uwolnić stres. Miałem naprawdę ogromne napięcia w ciele. Szukałem też pomocy terapeutycznej by uwolnić traumy z okresu dzieciństwa i dorastania. Zanim pojawił się masaż, najpierw trafiłem na jogę. To były moje pierwsze kroki do spokoju, połączenia się z oddechem. Potem znalazłem Lomi Lomi, ale pierwsza była psychoterapia, dopiero po pewnym czasie dołączyła praca z ciałem. Przeszedłem wtedy wielką transformację, wiele w życiu zmieniłem. Jestem wdzięczny wszystkim spotkanym na mojej drodze nauczycielom. Gdybym ich nie poznał, prawdopodobnie byłbym w innym miejscu, może nie tak dobrym jak teraz;-).

Mówisz, że dużo zmieniłeś, jak wyglądała Twoja rzeczywistość…
W moim życiu pojawił się spokój, świadomość ciała, nauczyłem się relaksować, zacząłem odczuwać dobrobyt. Miałem też okresy niesamowitego szczęścia. Dla mnie to było cudowne siedzieć sobie w lesie i odczuwać błogość zwykłego bycia. Miałem w sobie poczucie wolności, niezależności, wiary w siebie i to, że tworzę własne życie. Szybko kiełkowała we mnie odwaga do tego by podążać za głosem mojego serca.

A co z relacjami? Najczęściej takie życiowe „czystki” obejmują też tych którzy dookoła nas…
Wielu z moich znajomych albo się ode mnie odwróciło, albo sam przestałem być zainteresowany podtrzymywaniem kontaktu. Ogólnie był brak akceptacji mojej osoby. Zarzucano mi sekciarstwo, że jestem przez kogoś manipulowany i kierowany. Miałem też czas kiedy byłem w Anglii i postanowiłem przestać pić alkohol nawet w najmniejszych ilościach. To też było zaskoczeniem wielu moich znajomych. Przestałem się z nimi spotykać. Zabrakło między nami wspólnego punktu komunikacji. Nawet moja bliska rodzina nie akceptowała moich wyborów. Decyzja wyjazdu do Indii, porzucenia korporacji i drogi karierowicza a wkroczenia na ścieżkę masażu i samorozwoju była obserwowana z boku, raczej z negatywnymi komentarzami.

Co dawało Ci w tym czasie siłę? Przecież zdarzały się momenty zwątpienia, zwłaszcza kiedy otoczenie nie akceptowało Ciebie nowego…
To była dla mnie medytacja. Nauczyłem się w Indiach wielu technik od vipassany po oshowskie medytacje w ruchu. Dzięki temu nauczyłem się obserwować siebie i fakt, że to, co mnie męczy nie ma nic wspólnego z byciem tu i teraz, że to dręczące myśli niespokojnego ego i programów związanych z przeszłością lub przyszłością. Kiedy wyjechałem do Indii poznałem niezwykłą kobietę. Po dwóch latach się z nią ożeniłem. I to była osoba, która mnie mocno wspierała. Jesteśmy razem już od 6 lat, podróżujemy razem, często się też razem uczymy. To moja przystań, która w momentach takiego kryzysu zawsze jest mi wsparciem. Moim mocnym zasobem były też podróże i odwiedzane kraje, często blisko morza, słońca. Przez kilka lat moim celem było podążanie za słońcem, więc przez cztery lata zapomniałem czym jest zima ;-). To też dawało mi dużo energii i radości. No i oczywiście nade mną zawsze czuwają dobre anioły, które dbają i wspierają by wszystko dobrze się układało.

A z czego żyłeś? Przecież coś jeść trzeba…
W tym pomogła mi moja była praca. Przez cztery lata w korporacji mogłem sobie zaoszczędzić wystarczająco dużo środków by podróżować i opłacać wszystkie moje kursy. Więc bardzo dziękuję mojej firmie, że mogłem w niej pracować. Jestem za ten czas też wdzięczny, pomimo że nie odnajdywałem tam satysfakcji i radości życia to była cennym narzędziem i pomostem do mojego obecnego życia. Poza tym w Azji naprawdę nie trzeba mieć dużo pieniędzy by przeżyć… Wiele osób mówi mi, że też chcieliby żyć tak jak ja, ale nie mają odpowiednich funduszy. Przyglądam się ich życiu, nie oceniam, tylko zauważam, że to często kwestia wyboru. Dom, samochód, nowy telewizor czy wyjazd gdzieś. Ja wybrałem to drugie. Jeśli się chce to można naprawdę tak żyć. Wystarczy się odważyć i podjąć taką decyzję o wyjeździe. To bezcenny czas. Do starego życia można zawsze wrócić, a jeśli stajemy przed możliwością zmiany, warto… To kwestia priorytetów.


Nie miałeś wątpliwości by zostawić swojego stare życie i iść w to nowe?
Jasne, że miałem. Cały proces zmiany trwał około dwóch lat. Podświadomie wiedziałem, że to nie praca dla mnie, ale potrzebowałem czasu. Potem sama decyzja to było około tygodnia. Mocno biłem się z myślami. W tym czasie nie miałem rodziny, zobowiązań finansowych, za to na koncie była pokaźna suma, a mimo to się bałem! Było we mnie dużo lęku związanego z przyszłością, z tym co powie rodzina, jak zareagują znajomi i tak dalej. Wydaje mi się, że cały system jest tak zorganizowany, że nie jest łatwo go porzucić. Jest w nim pewnego rodzaju uzależnienie, symbioza, bezpieczeństwo. To co ja wybrałem było przez kilka lat życiem na krawędzi, bez ubezpieczenia, bez stałej pracy i wynagrodzenia. Zauważyłem właśnie wtedy, że życie wymaga mojej odpowiedzialności za moje czyny. Już nie mogłem nikogo obwiniać za to, co się dzieje. Podejmowałem decyzje i brałem za nie odpowiedzialność. Dlatego życie w korporacji, ze stałą posadą w pewnym sensie zwalnia trochę z tej odpowiedzialności. Przychodzi się na parę godzin do pracy, robi się swoje, dostaje za to wynagrodzenie i tak mijają lata. Porzucenie tego schematu wywoływało wiele strachu. Więc nie jest to łatwa decyzja, ale też nie jest to decyzja dla każdego. Tryb życia który wybrałem nie musi odpowiadać innym. Wymaga wiele wyrzeczeń, tworzy sporo wyzwań na swojej drodze…

Ale też dzięki temu masz możliwość sprawdzić się w wielu różnych sytuacjach, poznać siebie poza swoją strefą komfortu, iść dalej, rozwinąć się, wyjść poza schemat…
Tak, taki styl życia otwiera wiele więcej drzwi to prawda. Ale przede wszystkim to życie w którym bierze się przede wszystkim pełną odpowiedzialność za siebie. Nie ma dróg na skróty i ściemy. To wymaga więcej samo wglądów i zadawania sobie pytań, jakie są moje cele, jaka jest moja pasja i co chcę ze swoim życiem zrobić. Ale tak naprawdę nie ma znaczenia gdzie jesteśmy i co robimy, zawsze mamy tylko własny wybór i świadomość tego, co chcemy od życia, jak chcemy na nasze życie spojrzeć…

Zaufałeś już swojej drodze?
Tak, ufam życiu, temu co się wydarza, szczególnie ostatni rok przyniósł wiele zmian w moim życiu i widzę, że zaczyna kiełkować to, czego się uczyłem na polu duchowym i zawodowym. Zaczynam się tym dzielić z innymi. W tej chwili widzę, że ludzie ciepło odbierają to, co robię, często chcą więcej. To czym się zajmuję nie przynosi tylko gratyfikacji finansowych, ale przede wszystkim niesie coś dobrego innym, pomaga ludziom otworzyć serca, uwalniać zablokowane emocje, przynosi ulgę w bólu i tym fizycznym i tym psychicznym.

Jak wygląda Twój dzień?
U mnie nie ma czegoś takiego jak przeciętny dzień ;-). Jeśli miałbym powiedzieć, że mam typowy dzień to musiałbym je podzielić na dwa rodzaje, to moment w którym pracuję i prowadzę warsztat, albo dzień kiedy nie mam żadnych obowiązków. Kiedy rozmawiamy jestem akurat parę dni u mojej mamy. Wstaję rano. Z reguły pomedytuję, poćwiczę jogę, idę na spacer, ruszam swoje ciało. Na śniadanie często jem owoce z tak zwanym super foods czyli np. chlorella, maca, kakao, jagody goji, nasiona chia. Robię sobie taką mieszankę, która odżywia ciało i daje dużo energii. Po śniadaniu trochę pracuję, odpowiadam na maile, ogarniam sprawy organizacyjne z moimi wyjazdami i warsztatami. Na obiad jem rzeczy lekkie, gotowane na parze, warzywne. Mam też czas dla znajomych, czy tak jak teraz jestem u mamy, może pooglądamy razem jakiś film. A wieczorem to sobie oglądam fajny serial Breaking Bad ;-).
Natomiast drugi typ mojego dnia to czas warsztatów. Od rana zaczynamy medytacją, potem śniadanie i cały dzień intensywnej pracy (z przerwami na posiłki). Kończę późnym wieczorem. To czas skupienia i byciu tu i teraz by jak najwięcej dać z siebie grupie.

Co było tym wyzwalaczem by przejść z roli ucznia do nauczyciela? Kiedy zacząłeś się dzielić tym, co jest w Tobie?
To był moment kiedy ludzie zaczęli mnie pytać czy mogę ich nauczyć tego, co robię. Po wyjeździe do Indii, gdzie uczyłem się masażu i zdobywałem doświadczenie w różnych ośrodkach ajurwedyjskich, ludzie zaczęli mnie pytać… Na początku nie byłem zainteresowany uczeniem. Uważałem, że nie ma we mnie wystarczającej wiedzy ani umiejętności. Ale w końcu odważyłem się na taki pierwszy warsztat prawie trzy lata temu, właśnie w Indiach. Zebrało się pięć osób i przez pięć dni uczyłem. Podobało się. Nabrałem pewności siebie i przekonania, że mogę i dam radę ;-). Poczułem się też dobrze i pewnie w roli nauczyciela. Nikogo nie grałem. Byłem sobą. Poczułem, że pierwszy raz w życiu robię coś czego się nie boję! Dla mnie też wyznacznikiem tego, że jestem na odpowiednim miejscu było powiedzenie moim studentom, że czegoś nie wiem. I tak kursów zaczęło przybywać. Uczę masażu mięśniowo powięziowego, tantry, prowadzę warsztaty związane z terapiami medytacyjnymi Osho, trening biodynamicznego oddechu i uwalniania traumy.

Czym jest dla Ciebie praca z ciałem?
Dla mnie to było ważne narzędzie dotarcia do samego siebie. Jednym z ważniejszych momentów dla mnie był czas kiedy uczyłem otwierać się na smutek, płacz, radość, złość, ogólne wyrażanie emocji, a także odczuwanie mojego ciała. Często poprzez ciało i pracę z nim nawiązywałem połączenie z moją duszą. Kiedy pracuję z klientem to jest dla mnie moment głębokiej medytacji. Obserwuję siebie, swoje serce, umysł. I jest jeszcze coś w tym wszystkim, coś czego nie potrafię wytłumaczyć. To siła samouzdrowienia wypływająca z mądrości ciała. Praca z ciałem to też dla mnie uwalnianie bólu, stresu, napięć. To zauważanie połączeń na poziomie ciało-umysł-duch. Często w trakcje sesji nie pracuję tylko z ciałem, ale też z emocjami. Prowadzę dialog z osobą, która leży na stole. Razem udajemy się w taką podróż, często uwalniającą od bardzo starych spraw.

Co było dla Ciebie ważnym momentem w rozwoju osobistym?
Hmmm… Wiesz co, pojawiają mi się takie obrazy z dzieciństwa, mojego obcowania z naturą. Mieszkałem w Kielcach, a mój dom był położony blisko rezerwatu. Wiele czasu spędzałem w lesie. To był mój ogromny zasób, który pozwalał mi radzić sobie z moim dzieciństwem. Ważnym był też dla mnie wyjazd na studia do Warszawy. Dzięki temu stałem się bardziej odpowiedzialny. Potem to już wiesz, ścieżka jogi i masażu… Ale przychodzą mi też do głowy momenty, które nie są wcale pozytywne. Pamiętam kiedy miałem pięć lat i trafiłem do szpitala na zapalenie opon mózgowych. Odkryłem ostatnio, że to był też jeden z moich przełomowych momentów w życiu, który bardzo uwarunkował moją osobowość. Byłem dwa tygodnie w odizolowaniu. Robiono mi różnego rodzaju punkcje. Często miałem paraliż całego ciała po tych zabiegach. To zostawiło we mnie ślad. Więc ciągle był we mnie taki głód by lepiej poznać siebie, by odkryć czym jest szczęście i radość życia. Ale zawsze miałem poczucie, że jest coś więcej i tego szukałem ;-).

Posługujesz się też imieniem Nisarga co ono oznacza i skąd taki wybór?
Nisarga znaczy Natura. Po wyjeździe do Indii w 2008 roku poczułem, że zaczynam nowe życie. Chciałem je rozpocząć z nowym imieniem. Przez pewien czas żyłem w ośrodku medytacyjnym „OSHO Nisarga” w Himalajach. Ta nazwa mocno we mnie wibrowała, a kiedy dowiedziałem się, że dodatkowo oznacza boską naturę poczułem, że to będzie moje nowe imię. Zwłaszcza, że przyroda od zawsze była mi tak bliska. Więc to moje imię duchowe, które jest tak samo ważne jak to otrzymane od rodziców, choć teraz przedstawiając się używam raczej imienia Nisarga ;-).

Jesteś szczęśliwy?
Tak! Każdego dnia kiedy się budzę, czuję ogromną wdzięczność.
A jak się ma Twoja intuicja?

Oj, jest dla mnie ważna dość mocno rozbudowana. Dużo rzeczy które się dzieją w moim życiu dzieją się dzięki intuicji. Często podejmując jakąś decyzję pytam się swojego serca i ciała co one o tym myślą. I staram się, żeby umysł nie przysłaniał zbyt mocno intuicji.

Czyli dobrze Ci się idzie swoją drogą?
Tak. Czuję się spełniony na wielu poziomach i na tym duchowym, i na tym miłosnym, i na tym materialnym. Pewnie, że miewam okresy kiedy brak mi harmonii i mam chwile zwątpienia, ale to naturalna kolej rzeczy. Przecież w naturze też panuje różnorodność ;-). Staram się nie unikać tych chwil trudniejszych, bo to momenty które mnie wiele uczą. Zwłaszcza wtedy, kiedy pojawiają się zmęczenie, strach, złość czy konflikty. Wiesz, te szczęśliwe chwile usypiają dość mocno świadomość i serce.

A udaje Ci się obserwować te mniej przyjemne chwile czy jeszcze włazisz w stare mechanizmy?
Włażę ;-). Ale jest dzięki temu zabawa! Ścieżka samorozwoju to nie droga na kilka miesięcy. Jest to w pewnym sensie zobowiązanie życiowe. Odkrywam w tej drodze ostatnio coraz więcej zabawy, poczucia humoru i dystansu. Pierwsze lata to była dla mnie głownie powaga i presja, że muszę zrobić taki to a taki kurs by być bardziej zaawansowany duchowo ;-). Teraz staram się jak najczęściej zabierać na lody moje wewnętrzne dziecko i mieć fun.

Źródło: http://www.alohaswiat.pl/2014/08/god-by-lepiej-poznac-siebie.html
 
 

 

Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany


Dodaj komentarz

Komentarze

Nick:

Tytuł:

Treść komentarza:

Kod z obrazka:

captcha

Twój horoskop

Baran
20.03-19.04
Byk
19.04-20.05
Bliźnięta
20.05-21.06
Rak
21.06-22.07
Lew
22.07-23.08
Panna
23.08-22.09
Waga
22.09-23.10
Skorpion
23.10-22.11
Strzelec
22.11-21.12
Koziorożec
21.12-20.01
Wodnik
20.01-18.02
Ryby
18.02-20.03

Ezoter na telefonie

Ezoter poleca artykuł

Flow Joga ? Wiosenna Praktyka Jogi

Esencją Flow Jogi jest nauka płynięcia z nurtem życia i ewolucyjny rozwój. Płynięcie z nurtem życia, to umiejętność stawiania czoła wyzwaniom oraz zachowanie wewnętrznego spokoju w kontakcie z ciągłymi zmianami, jakie przynosi życie. Flow, czyli stan przepływu, jest stanem ucieleśnionej świadomości. »


Najczęściej czytane

Najnowsze komentarze

Nasz ekspert

Prognoza na marzec 2017

Znajdujemy się na przełomie dwóch astrologicznych er - Ryb i Wodnika. Jakie to niesie konsekwencje? Jak się to przejawia w świecie? O tym i o marcowej prognozie pisze nasz astrolog Piotr Gibaszewski w swojej prognozie na marzec 2017.
więcej »